Michael

Jeśli po produkcji „Michael” spodziewamy się głębszego spojrzenia na proces tworzenia muzyki Michaela Jacksona, ilustrujących ją krótkich form filmowych (sam MJ nie chciał, by nazywano je teledyskami) oraz jego spektakularnych koncertów, to obawiam się, że czeka nas zawód. Jeśli liczymy, że będziemy mieli okazję poznać nieco lepiej prywatne życie genialnego artysty i tragicznej ikony popkultury zarazem – nie dowiemy się tu niczego, co nie zostałoby powiedziane lub napisane już wielokrotnie wcześniej. Osobiście, idąc do kina nie miałem żadnych oczekiwań, trudno mi więc być rozczarowanym, z drugiej jednak strony nie oznacza to, że film wzbudził mój zachwyt. Odebrałem go jako zbiór połączonych ze sobą klipów – wybranych występów i wydarzeń z życia Michaela Jacksona z lat 1966-1988, których motywem przewodnim jest jego wyzwolenie się spod kontroli ojca.

Twórcy nie zawsze trzymają się faktów, chronologia też nie jest tu priorytetem, a kilkuletnie przeskoki w fabule powodują, że istotne wątki i wydarzenia zostają pominięte. Próżno szukać tu ważnych w życiu Michaela kobiet: Diany Ross, Stephanie Mills, Tatum O'Neal oraz Brooke Shields. Można odnieść też wrażenie, że jedyną siostrą naszego bohatera jest La Toya – dla Rebbie i Janet zabrakło już miejsca. Z drugiej strony film wyraźnie podkreśla rolę jaką odegrał w karierze MJ jego prawnik John Branca, który – zupełnie przypadkowo – jest jednym z producentów tego obrazu. I tak mógłbym jeszcze rozpisywać się na temat zgodności z HIStorią. Pozostawiam to jednak wnikliwym fanom, którzy działają już w tej kwestii w Internecie.

A jak Jaafar Jackson sprawdził się w roli swojego wuja? W przeciwieństwie do niektórych członków rodziny Jacksonów nie mogę powiedzieć, że byłem wzruszony, bo Jaafar faktycznie stał się Michaelem na ekranie. Doceniam jego zaangażowanie i pracę, ponieważ rzeczywiście udało mu się oddać wiele szczegółów charakterystycznych dla MJ i to nie tylko w scenach przedstawiających jego występy na żywo czy przed kamerami. Akcja filmu toczy się jednak od jednego przeboju, do kolejnego – po drodze dotykając jedynie wątków, które nie mają już rozwinięcia. Tym samym młody Jackson ma za zadanie przede wszystkim odtworzyć ikoniczne chwile, które w oryginale stały się kamieniami milowymi światowej popkultury. Sentyment i nostalgia to siła napędowa tej produkcji.

Gdybym chciał obcować z artystą i jego sztuką, wybrałbym raczej dokumentalne produkcje: „Michael Jackson's Journey From Motown To Off The Wall” (reż. Spike Lee), „Thriller 40” (reż. Nelson George) i „Bad 25” (reż. Spike Lee), uzupełniając je o „The Greatest Night In Pop” (reż. Bao Nguten). Nie znaczy to jednak, że odradzam, by pójść na „Michaela” do kina – wręcz przeciwnie: jeśli już, to najlepiej obejrzeć ten film na dużym ekranie, w sali z dobrym nagłośnieniem. Gdy przyjmiemy, że jest to historia w dużej mierze – ale jednak – inspirowana życiem tego bardzo wyjątkowego artysty, pozostaje nam cieszyć się muzyką i spektakularnymi scenami przypominającymi jego niesamowite występy. Mnie zabrakło w tym filmie prawdziwego Michaela Josepha Jacksona – człowieka z krwi i kości, którego życie było bardziej złożone niż to co zobaczyłem na ekranie.