Sowa, myśliwiec i angielski modular na dobry początek

W 2025 roku przywita nas sowa Celeste, bohaterka nowego zestawu z serii LEGO Animal Crossing, który znalazł się na #3 miejscu wśród moich ulubionych zapowiedzi premier stycznia. Co prawda nie znam cyfrowego pierwowzoru Celeste z gry Nintendo, ale pochodzące z niej zwierzaki zmaterializowane w formie klockowych minifigurek, przypominają mi te z zestawów Fabuland, którymi bawiłem się w dzieciństwie. „Stargazing with Celeste” (77053) nie zapewni nam co prawda długich godzin przyjemności składania klocków, ale da dzikie mnóstwo radości z doznań wzrokowych, a może i nawet interakcyjnych, jeśli jesteśmy także szczęśliwymi posiadaczami innych „milusińskich” zwierzaków oraz ich budowli.

© LEGO

Na miejscu #2 wylądowały dwa statki LEGO Star Wars: myśliwiec ARC-170 (75402) oraz krążownik szturmowy typu Acclamator (75404). Nowe playscale'owe wcielenie ARC-170 jest mniejsze od poprzednich, nie prezentuje się zatem tak okazale, ale dla tych, którzy sięgną po ten zestaw z zamiarem zabawy, a nie tylko ekspozycji, plusem będzie tu bardziej trwała konstrukcja i rozwiązanie kwestii skrzydeł, które wcześniej opadały nieco pod własnym ciężarem. Wizualnym minusem tego modelu – choć młodsi, nastawieni bardziej na „rozrywkę” użytkownicy mogą akurat uznać to za zaletę – jest zastąpienie górnych dział pod skrzydłami przez sprężynowe wyrzutnie strzałek. Problemem, który psuje całą zabawę z budowania ARC-170 i niestety może też zepsuć ostatecznie estetykę gotowego statku jest spory arkusz z naklejkami, zawierający trzy przezroczyste wykończenia szyb kokpitów. Serio? Nie można było zrobić nadruków przynajmniej na tych elementach? Wstyd LEGO! Jeśli jednak uda nam się idealnie zaaplikować wszystkie naklejki i nie zeszpecić naszej konstrukcji, efekt będzie cieszył oko, a jeśli wejdziemy jeszcze w posiadanie myśliwca mistrza Plo Koona, pozwoli nam odtworzyć jedną ze scen wykonania rozkazu 66 z „Zemsty Sithów”.

© LEGO

Acclamator z kolei to moja osobista pierwsza trójka ulubionych modeli statków LEGO Star Wars w skali średniej. Prezentuje się znakomicie, a jego budowa to czysta przyjemność niezmącona aplikacją ani jednaj naklejki, wszystkie elementy graficzne w tym zestawie są bowiem nadrukami. W przeciwieństwie do innych zestawów midscale'owych, tu możemy uchylić boczną klapkę i zajrzeć do środka, gdzie czekają na nas gotowe do ataku klony pod postacią białych groszków. Możemy też zdjąć Acclamatora z podstawki i pobawić się w desant na Geonosis – w końcu, kto fanowi Gwiezdnych Wojen zabroni!

© LEGO

Zapowiadany na styczeń modularny dom w stylu angielskim (Tudor Corner – 10350) widzę już oczami wyobraźni tuż obok księgarni, klubu jazzowego, a może nawet Sanctum Sanctorum. To numer #1 tego krótkiego podsumowania i czołówka moich ulubionych modularów z LEGO. Każdy z nich niezmiernie cieszy oko, daje poczucie „przytulności” i możliwość radosnego symulowania scen z minifigurkami – mamy to wszystko i tutaj, jednak z wyczuwalnym powiewem świeżości. „Coś innego” – to pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, kiedy go zobaczyłem. Duńczycy sięgnęli tym razem do angielskich wzorców i nadali znanej doskonale formule nie tylko nowy kształt, ale przede wszystkim klimat, który przywodzi błogi uśmiech na usta.

© LEGO
© Błażej Oczkowski, LEGO