EyeOnLego: Sierpniowa fala 2025

Sierpniowa fala premierowych zestawów LEGO jest największą i zarazem najbardziej kontrowersyjną w tym roku. Z jednej strony przyjemnie zakołysze niczym pirackim statkiem Going Merry z serialu „One Piece”, albo zaskoczy, a może nawet zachwyci czarną dalią Wednesday Addams. Z drugiej zaś rozpęta sztorm, choć nie na morzu, a w – nie tak znowu – odległej galaktyce fanów Gwiezdnych Wojen, których jakość i ceny nowych produktów LEGO zmuszają do niezbyt przyjemnego powrotu na Ziemię.

By mieć to już za sobą, zacznijmy od kontrowersji. Choć nie znam dokładnych statystyk sprzedaży duńskiego giganta rynku zabawek, zaryzykuję stwierdzenie, że dziś po serię LEGO Star Wars sięgają przede wszystkim kolekcjonerzy, którzy nie muszą prosić rodziców, ani dziadków o pieniądze na przyjemności, gdyż kieszonkowe w ich przypadku zastąpiła już dawno stała pensja lub inne dochody. Brzmi poważnie? Cóż, dzieci zafascynowane drugą trylogią George'a Lucasa (która zapoczątkowała mariaż LEGO i Gwiezdnych Wojen), czy nawet późniejszymi „Wojnami klonów” dorosły... Ale moc pozostała z nimi. Stali się zatem bardziej świadomymi i wymagającymi kolekcjonerami gwiezdnowojennych produktów na licencji Lucasfilm/Disney, w tym rzeczonych klocków. Jeśli zatem nie dostają tego czego oczekują – zgodnie ze sloganem LEGOonly the best is good enough” (tylko to, co najlepsze, jest wystarczająco dobre) – mogą poczuć się zawiedzeni, rozczarowani... oszukani nawet!

A jak to się ma do sierpniowych premier? W skrócie: dbałość o ważne dla fanów szczegóły spada, a ceny wzrastają. Jednak zamiast rozpisywać się na ten temat, wybrałem pięć zestawów LEGO Star Wars z nadchodzącej fali, które, pomimo swoich wad, wzbudziły moje zainteresowanie. Gwiazdą tej piątki jest zbudowany z ponad 800 klocków droid K-2SO (75434), znany ze znakomitego filmu „Rogue One” oraz z drugiego sezonu serialu „Andor”, w którym udało się ów poziom znakomitości utrzymać. Na dużym i małym ekranie za osobowość tej postaci odpowiedzialny jest Alan Tudyk, dzięki któremu K-2 stał się moim ulubionym nieorganicznym bohaterem postlucasowych Gwiezdnych Wojen. Wybór nie jest więc może stuprocentowo oparty na kwestiach estetyczno-użytkowych, ale nawet pomijając moje symaptie czy antypaptie, ta imperialna maszyna zagłady z osobowością rebelianta, w wersji LEGO prezentuje się bardzo dobrze! Dodatkowe atuty konstrukcji to ruchoma szyja oraz ręce (z nadgarstkami i palcami włącznie), dzięki którym ustawimy naszego droida w dowolnie wybranej pozie. Szkoda tylko, że projektanci nie zadbali o wypełnienie oczu K-2SO – to detal, który już na pierwszy rzut oka odróżnia go od pierwowzoru. Przyjemność z budowania może zepsuć nam osiem naklejek, które będziemy musieli zaaplikować na klocki zgodnie z zasadą – jak sobie nakleisz, tak się cieszyć gotowym modelem będziesz. Oprócz nich, nic innego nie powinno stanąć nam na drodze do radości z posiadania tego zestawu w naszej kolekcji.

© EyeOnLego

Multi Troop Transport – opancerzony transporter bojowy do przewozu droidów, znany lepiej jako MTT doczekał się już kilku konstrukcji z LEGO, choć każda z nich odnosiła się do rdzawobrązowej wersji tego pojazdu, używanej przez Federację Handlową w filmie „The Phantom Menace”. Teraz przyszedł czas na wersję niebiesko-szarą (75435), czyli transporter używany przez separatystów w „Wojnach klonów”. Gotowa konstrukcja wygląda całkiem dobrze, jednak kiedy postawimy obok niej minifigurki, zgadzać się będzie prawie wszystko – oprócz skali. Pod tym względem bliżej naszemu MTT do statków średniej wielkości z podserii Starship Collection, niż do swojego klasycznego poprzednika z 2007 roku (7662). Jeśli jesteśmy w stanie pogodzić się z tym faktem, zaakceptować zbyt krótkie przednie działka (dłuższe blokowałyby wyładunek droidów) i cztery naklejki na klocki – będziemy mogli cieszyć się proporcjonalną i całkiem dobrze dopracowaną pod względem kształtu konstrukcją. Mało tego, to MTT kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę – funkcję zabawową, której nie oprze się nawet najstarszy kolekcjoner! Mowa o systemie rozładunku i załadunku droidów, który przy użyciu jednego pokrętła po raz pierwszy działa w obie strony, bez konieczności domykania czegokolwiek palcami. Oczywiście w tej skali ilość droidów typu B1, które zmieszczą się w transporterze jest symboliczna (sześć zgodnie z instrukcją lub osiem po drobnej modyfikacji), ale i tak zabawa jest przednia 😉

© LEGO

W zestawie jest siedem droidów B1 (włącznie z pilotem) i trzy droidy komandosi (BX); Republikę reprezentują natomiast komandor Bly (CC-5052) – dowódca 327. Korpusu Galaktycznego i mistrzyni Jedi Aayla Secura. Niestety z przyczyn nieuzasadnionych LEGO postanowiło zmienić kolor ust Aayli z ciemnego różu (który jest zgodny z kanonem) na pomarańczowy (zgodny jedynie z wizją projektanta lub projektantki) – pomimo, że we wcześniejszych wersjach tej minifigurki stosowano właściwą barwę.

© LEGO

Pozytywną niespodzianką jest zupełnie nowy, zrobiony z plastiku naramiennik Bly'a, który prezentuje się lepiej, niż stosowane dotąd w serii LEGO Star Wars naramienniki z materiału. Ten element debiutuje zresztą jednocześnie w dwóch zestawach – tym drugim jest battle pack z klonami z 327. Korpusu Galaktycznego (75431), stanowiący oczywiste uzupełnienie MTT separatystów, szczególnie jeśli chcielibyśmy odtworzyć scenę wykonania rozkazu 66 na planecia Felucja... Oprócz czterech klonów z 327. mamy tu także trzy droidy B2, maszynę kroczącą AT-RT oraz najnowszą i trzeba przyznać, że także najlepszą do tej pory wersję droida pająka z LEGO, choć jego poprzednie wcielenie z AT-TE (75337) było już całkiem udane. AT-RT powinno być trochę mniejsze, a zamontowany z przodu miotacz groszków należałoby zastąpić smukłym działkiem, które groszka nie wystrzeli, ale jest zgodne z wyglądem oryginału. Mimo to nowa wersja tego mechanicznego strusia wygląda lepiej niż ta sprzed pięciu lat (battle pack 75280 – klony z 501. legionu). Podsumowując, całość prezentuje się nieźle i byłby to dość oczywisty zakup dla większości fanów, gdyby nie absurdalnie wysoka cena. 180 zł bez grosza za battle pack, to już spora przesada (dla porównania, bardzo podobny zestaw z 2024 roku – 75372 – jest tańszy o 50 zł). Można więc sobie go odpuścić lub poczekać na okazję w okolicach 50% ceny katalogowej.

© LEGO

Okazją dla niejednego fana Gwiezdnych Wojen może być playscale'owy Slave I Jango Fetta (75433). Dlaczego? Ponieważ jest o 1 000 zł tańszy od wydanej 1 maja wersji UCS (75409). Oczywiście nie da się porównać tych dwóch zestawów: Ultimate Collector Series z definicji zapewnia największą i najbardziej dopracowaną konstrukcję statku lub pojazdu, stworzoną dla dorosłych kolekcjonerów – podczas gdy playscale to klasyczne LEGO zaprojektowane z myślą o zabawie. Wybór wydaje się być prosty, ale skomplikować mogą go łatwo kwestie budżetowe. Jeśli nie wyznajemy zasady „wszystko albo nic”, mniejszy Slave I za nieco więcej niż jedna czwarta ceny wersji UCS wydaje się być rozsądnym, a nawet całkiem niezłym rozwiązaniem. Nie wspomniałem tu bowiem jeszcze o minifigurkach. W dużym, kolekcjonerskim patrolowcu Jango Fetta dostajemy dwie: młodego Bobbę, który jest kolejnym dowodem na to, że seria LEGO Star Wars powinna zatrudnić bardziej kompetentnych specjalistów od tworzenia minifigurek postaci z Gwiezdnych Wojen (tę skrytykował nawet Daniel Logan – filmowy pierwowzór Bobby Fetta z „Ataku klonów”) oraz dopracowanego, kolekcjonerskiego Jango. W mniejszym zestawie Bobba pozostaje bez zmian, Jango traci nadruki na ramionach, a wraz z nimi nieco kolekcjonerskiej wartości, ale tu do gry wchodzi trzeci, bardzo ekskluzywny bohater – Lama Su, czyli premier Kamino. Odwracając nieco sytuację, myślę, że niejeden posiadacz wersji UCS kupi też playscale'owego Slave I właśnie ze względu na tę minifigurkę. Niezłe posunięcie ze strony Duńczyków.

© LEGO

Moją sierpniową gwiezdnowojenną piątkę zamyka znany z „Wojen klonów” myśliwiec V-19 Torrent (75432). To kolejny statek zmniejszony przez LEGO względem swojej poprzedniej wersji, choć tu nie zadziałało to akurat tak niekorzystnie, jak choćby w przypadku ARC-170 (75402) z początku tego roku lub innej sierpniowej premiery – czołgu Republiki (75413), który został przechszczony przez fanów na „tiny tank” (malutki czołg) zanim zdążył trafić do sklepów. V-19 Torrent nie prezentuje się korzystnie w trybie lądowania, ze złożonymi skrzydłami – za to w locie rozwija skrzydła zarówno dosłownie, jak i w przenośni, dlatego tak też powinien być prezentowany. W zestawie znalazły się 3 ekskluzywne minifigurki. Na wypadek gdyby ktoś wahał się jeszcze czy po niego sięgnąć, LEGO przygotowało ostateczne argumenty w postaci(ach): klona pilota fazy pierwszej, nowej Asajj Ventress oraz dopieszczonego pod każdym względem generała Kenobiego.

© EyeOnLego

Ponad ćwierć wieku temu, kiedy George Lucas rozpoczynał historię Anakina Skywakera na dużym ekranie, a fanów cieszył każdy element przybliżający modele LEGO Star Wars do oryginału, niejaki Monkey D. Luffy, główny bohater mangi autorstwa Eiichirō Ody, wyskoczył z kart komiksów na mały ekran, stając się centralną postacią popularnej do dziś serii anime. Stworzony przez Odę piracki świat „One Piece” doczekał się dwa lata temu ośmioodcinkowego serialu Netfixa, w którym w rysunkowych bohaterów wcielili się po raz pierwszy aktorzy. To właśnie na podstawie tej produkcji powstała cała seria LEGO One Piece, która zadebiutuje pierwszego sierpnia.

Do sprzedaży trafią dwa brickheady – Monkey D. Luffy (40799) i jeden z jego adwersarzy, klaun Buggy (40800) oraz pięć atrakcyjnych zestawów playscale'owych ze świetnie wyglądającymi minifigurkami. LEGO stanęło na wysokości zadania nie tylko oddając znakomicie serialowy świat „One Piece” w klockowej formie, ale co warte podkreślenia, różnicując wielkość konstrukcji i ceny bez utraty jakości, tak by każdy mógł pozwolić sobie na swój kawałek tego pirackiego uniwersum.

© EyeOnLego

„One Piece” to nie pierwsza przygoda LEGO z produkcją Netflixa. W 2024 roku pojawiły się trzy zestawy z Wednesday Addams – bohaterką serialu Tima Burtona, opartego na słynnej „Rodzinie Addamsów”, stworzonej w formie komiksu przez Charlesa Addamsa pod koniec lat 30. ubiegłego wieku. Teraz, tuż przed premierą drugiego sezonu „Wednesday”, dołącza do nich czwarty – „Kwiat czarnej dalii” (76784). Na pierwszy rzut oka wygląda on jak część kolekcji botanicznej LEGO. Czarna dalia umieszczona jest tu w charakterystycznym wazonie, który przypomina miniaturową szklarnię, a u dołu zdobi go tabliczka z nazwą szkoły, gdzie dzieje się akcja serialu. Po wyjęciu kwiatu, wazon otwiera się, pokazując ukrytą w środku szkolną klasę z mniejszymi kwiatami, meblami i małą kolekcją akcesoriów różnych. W zestawie znalazły się też dwie minilaleczki: Wednesday Addams oraz profesor Marilyn Thornhill, w którą w pierwszym sezonie wcieliła się Christina Ricci – odtwórczyni roli Wednesday w filmach Barry'ego Sonnenfelda „The Addams Family” i „Addams Family Values” z początku lat 90. Zestaw jest zatem wart rozważenia nie tylko przez wielbicieli kwiatów i Jenny Ortegi.

© EyeOnLego

Sierpniowych premier LEGO jest oczywiście o wiele więcej, jeśli zatem interesują Was nowości z takich serii jak Marvel, Animal Crossing, Super Mario, Creator 3 w 1 czy Speed Champions, albo chcielibyście zbudować słynny bawarski zamek Neuschwanstein lub fragment włoskiej riwiery – odwiedźcie stronę internetową Waszych ulubionych klocków. Pamiętajcie jednak, by nie poddać się legowemu FOMO – nawet jeśli coś bardzo Wam się spodoba, nie musicie kupować tego od razu. Najlepiej poczekać i sprawdzić czy za miesiąc, dwa albo jeszcze później nadal zależy Wam na tym zestawie. Jeśli tak, nic Was nie ominie, pojawią się za to nowe – łaskawsze dla Waszego portfela oferty, a radości wciąż będzie co niemiara!